Analfabetyzm

Problemem, który prowadzi do analfabetyzmu jest także brak rozmów. Układania zdań w wypowiedź nie można się nauczyć w szkole. Pojedyncze słowa nie mają takiej siły jak całe zdanie. Żeby dobrze pisać, trzeba najpierw nauczyć się mówić. Dzięki mówieniu układamy w głowie wydarzenia, które miały miejsce w książce, którą przeczytaliśmy, interpretujemy ją, opisujemy bohaterów i wygłaszamy swoje opinie. Dlatego, jeśli chcemy dziecku pomóc, to powinniśmy z nim dużo rozmawiać. Jeśli ma jakieś ulubione gry komputerowe, to niech nam o nich opowie. Zadawajmy pytania dodatkowe i bądźmy bardzo uważnymi słuchaczami, dzięki temu bardzo dziecku pomożemy. Jeśli oglądamy z nim bajkę albo film, postarajmy się go potem zinterpretować, żeby pokazać dziecku, które postępki zasługują na pochwałę, a które trzeba skrytykować. Postarajmy się scharakteryzować głównego bohatera, może wymyślimy dalszy ciąg opowieści. Tego typu rozmowy są naprawdę bardzo pomocne.

Dzisiejszy tryb życia wielu rodzin polega na tym, że poszczególnych członków danej rodziny po prostu się mija. Nie ma rozmów i kontaktu, jest tylko widzenie siebie od czasu do czasu i każdy człowiek podąża w swoją stronę. Nie służy to jednak rodzinie. Nie pomaga także dzieciom. Gdy kończą 10 lat, zazwyczaj są bardzo zagubione, mają już jakieś tam swoje problemy i nie wiedzą jak sobie z nimi poradzić, dlatego rodzice są im bardzo potrzebni. Jeśli nie ma kontroli rodziców, dzieci wybierają zabawę, grają w gry komputerowe, siedzą w internecie i na krok od komputera nie odchodzą. Powinny jednak czytać książki, ale to wydaje się zbyt trudne i niemodne, w końcu rodzice po powrocie z pracy także siadają do komputera czy laptopa, a nie czytają książek. Powinniśmy dać dzieciom dobry przykład, żeby wiedziały, że czytanie książek jest ciekawsze i bardziej wartościowe niż siedzenie cały dzień przed komputerem i stukanie w klawiaturę. Jeśli rodzice o to nie zadbają, to nikt potem dzieciom nie pomoże.

Analfabetyzm jest bardzo poważnym zjawiskiem, z którym już dawno podjęto zdecydowaną walkę, ale do tej pory są jeszcze miejsca, gdzie jest ono powszechne. Z jego elementami możemy się także spotkać w naszym kraju. I chociaż są szkoły i cały system edukacji, to analfabetów wcale nam nie brakuje. Niestety czasami bardzo trudno z tym walczyć. Niezwykle kłopotliwa sytuacja rodzi się, gdy dziecko umie i potrafi znacznie więcej niż jego rodzice. Jeśli mama i tata nie potrafią za dobrze czytać czy poprawnie pisać, często jest im po prostu wstyd i zaczynają wmawiać dziecku, że pisanie i czytanie książek to bzdury i lepiej niech weźmie się do porządnej roboty. W ten sposób rodzice przekazują w spadku swoim dzieciom swój analfabetyzm. Nie jest to dobra metoda wychowawcza. Powinniśmy dbać o to, żeby dzieci wiedziały więcej od nas i się tym faktem cieszyć. Nie ma nic wstydliwego w tym, że się nie umie pisać czy czytać, ale trzeba chcieć się nauczyć, a dziecko może się okazać najlepszym nauczycielem.

Analfabetyzm był kiedyś bardzo powszechnym zjawiskiem. W miastach istniały jeszcze jakieś szkoły i gdy tylko nauka przestała być zarezerwowana dla duchownych, zaczęli się nią interesować inni ludzie. Na wsie edukacja trafiła znacznie później i od razu napotkała pewne przeszkody. To, że polska wieś jest bardzo zacofana, wiemy nawet dzisiaj. Nie powinniśmy jednak generalizować, bo i w miastach jest dużo analfabetyzmu i innych patologii. Jednak wieś z założenia wychowuje analfabetów, bo jest to podyktowane tradycją i stylem życia. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że czytanie książek może coś dobrego człowiekowi przynieść. Do dzisiaj przedstawiciele starszych pokoleń w niektórych rodzinach nie potrafią czytać i pisać albo mają z tym poważne problemy. Tacy rodzice czy dziadkowie nie zachęcają swoich dzieci do nauki, bo po co mają czytać jakieś książki, skoro potrzebna jest ich pomoc w polu, to właśnie tu najbardziej się przydadzą. Dlatego też zwalczanie analfabetyzmu na wsiach jest bardzo trudne.

Sportowcy należą do grupy ludzi, którzy mają największe problemy z językiem polskim. Niestety teza, że mięśnie zjadają mózg okazuje się przynajmniej w pewnym stopniu prawdziwa. Gdy włączymy wiadomości i usłyszymy wypowiedź jakiegoś sportowca, szybko się zorientujemy, że nie wiadomo o co mu chodzi. Nie dość, że dobierają nieodpowiednie słowa, to często po prostu nie rozumieją pytania albo nie potrafią odpowiedzieć i to wcale nie dlatego, że nie znają odpowiedzi. Sportowcy bardzo mocno poświęcają się swojej dyscyplinie. Nie wiemy jak to jest naprawdę. Być może rzeczywiście nie mają czasu na czytanie książek czy gazet oraz rozmawianie z ludźmi, ale nie można dopuścić do stanu, w którym okaże się, że sportowcy stają się analfabetami. Inne kraje nie mają raczej tego problemu. Wydaje się, że tylko w Polsce sport i inteligencja nie mogą iść w parze.